Dzisiejszego ranka zostałam zabrana do czyśćca z Matką Bożą i Aniołem. Dotarliśmy do zrujnowanego budynku.
Matka Boża powiedziała: „Zanim wejdziemy do środka, weź ze sobą to nakrycie. Ochroni cię ono”.
Podała mi bladosinego satynowego szala, przypominającego koc. Ostrożnie narzuciłam go na lewe ramię.
Powiedziała: „Chodź za Mną, pokażę ci coś i zobaczysz, że twoje cierpienie nie idzie na marne. Chodź i zobacz, dla kogo cierpisz”.
Weszliśmy do tego okropnie wyglądającego i przygnębiającego budynku. Nie było podłogi, tylko gruzy. Ku mojemu przerażeniu, znajdowały się tam stosy i stosy toreb z ubraniami.
Zwróciłam się do Matki Bożej i zapytałam: „Kto zapakował tu wszystkie te ubrania?”.
Odpowiedziała: „Dusze w tym budynku były tak przywiązane do materialnych rzeczy tego świata, że zabierały te tobołki ze sobą”.
Na początku wokół Matki Bożej i mnie zebrała się mała grupa ludzi, gdy nagle z tej małej grupy pojawiły się tłumy ludzi, setki i setki osób.
Pomyślałam ze zdumieniem: „Skąd oni wszyscy się wzięli?”.
Głębiej w środku stał stół z ugotowaną rybą. Dusze chwytały rybę i ją jedły. Były bardzo głodne.
Powiedziałam do jednego z mężczyzn: „Proszę o odrobinę kultury — jest tu wiele osób. Dlaczego zabiera pan całą rybę?”.
Odpowiedział: „Jestem tak głodny. Nic mnie nie nasyci”.
Nagle jakiś mały człowiek podszedł do mnie z prawej strony, objął mnie ramieniem i po prostu zaczął ze mną iść.
Odwróciłam się do niego i powiedziałam: „Przepraszam — nie życzę sobie tego! Zabierz rękę!”.
Powiedział: „Chcę, żebyś mi pomogła”.
Odpowiedziałam: „Pomogę ci bez trzymania mnie”.
Puścił mnie, ale nie odszedł daleko. Zawsze był w pobliżu.
Szliśmy dalej przez ruiny, same ruiny, tak przerażające. Trudno było iść, bo podłoże nie było równe.
Zapytałam: „Najświętsza Matko, skąd oni przyszli?”.
Odpowiedziała: „Widzisz tę wielką liczbę ludzi czekających tutaj. Wszyscy zmarli bez pokuty i nie mogą pójść do mojego Syna, dopóki nie otrzymają pomocy i ocalenia. Widzisz swoje cierpienie — ono im pomoże”.
W czwartek w nocy (2 lipca 2026 r.) mój pokój wypełniły dusze osób, które zginęły podczas trzęsienia ziemi w Wenezueli. Mówili do mnie po hiszpańsku, którego nie rozumiałam.
Zapytałam Anioła: „Skąd oni wiedzą, że tu mieszkam?”.
„Nie martw się” — powiedział — „Są do ciebie kierowani”.
Mój pokój był pełen dusz. Nawet abażur stał się od nich czarny. Wszyscy zginęli w wenezuelskim trzęsieniu ziemi. Spryskałam ich wszystkich wodą święconą i ofiarowałam ich naszemu Panu Jezusowi.
Dzisiaj, również w kościele, przed konsekracją, widziałam ciemną mgłę unoszącą się kilka metrów nad wiernymi po drugiej stronie. Były to dusze czekające na uwolnienie. Mogłam dostrzec ich ludzkie rysy.
Powiedziałam: „Panie Jezu, nie wiem, kim one są, ale wiem, że to dusze. Ofiaruję je pod Świętym Krzyżem Ołtarza. Proszę, bądź dla nich miłosierny”.
Więc powoli, powoli chmura dusz stawała się coraz jaśniejsza i jaśniejsza, aż przestałam je widzieć. Czuję się jak magnes dla tych dusz. Im więcej ich do mnie przychodzi, tym bardziej cierpię.
Źródło: ➥ valentina-sydneyseer.com.au